W wielu miejscowościach domy jednorodzinne zaczęły działać jak noclegownie dla pracowników. Jak opisuje „Rzeczpospolita”, rząd szuka sposobu, by to ukrócić – i rozważa rozwiązania, które mogą oznaczać dotkliwe kary.
Jak informuje „Rzeczpospolita”, w rządzie trwają prace analityczne nad zmianami, które mają ograniczyć zjawisko przerabiania domów jednorodzinnych na miejsca zbiorowego zakwaterowania (tzw. hotele pracownicze).
To temat, który szczególnie mocno wraca w gminach rozwijających się gospodarczo, tam gdzie wokół powstają duże zakłady, magazyny i inwestycje, a zapotrzebowanie na noclegi rośnie szybciej niż oferta mieszkań.
Samorządy sygnalizują, że w niektórych domach mieszka naraz wielu lokatorów, co zmienia codzienne funkcjonowanie całej okolicy. Pojawiają się skargi na hałas, wzmożony ruch samochodów, napięcia sąsiedzkie, a do tego dochodzą obawy o bezpieczeństwo, bo budynki nie zawsze są przygotowane na taką liczbę osób.
Mieszkańcy mówią też o spadku wartości nieruchomości – bo dom obok, który w praktyce działa jak kwatera, potrafi zmienić charakter całej ulicy.
Według opisu „Rzeczpospolitej” problemem jest nie tylko skala zjawiska, ale też realna skuteczność kontroli. Nadzór budowlany ma ograniczone możliwości działania, bo brakuje ludzi do obsługi spraw, a samo wykazanie, że doszło do formalnej „zmiany sposobu użytkowania”, bywa trudne.
W praktyce nie zawsze da się to łatwo udowodnić wyłącznie na podstawie faktu, że w domu mieszkają osoby inne niż właściciel.
Z informacji przytaczanych przez dziennik wynika, że Ministerstwo Rozwoju i Technologii rozpatruje zmiany, które mają zwiększyć presję na właścicieli łamiących zasady.
W grze są wyższe sankcje finansowe oraz rozwiązania, które pozwalałyby ponawiać kary do momentu wykonania decyzji, a także doprecyzowanie przepisów tak, by łatwiej było rozstrzygnąć, kiedy dom przestaje pełnić funkcję mieszkalną, a zaczyna działać jak obiekt zbiorowego zakwaterowania.
Jeżeli kierunek zmian zostanie utrzymany, właściciele, którzy dziś działają „na granicy” i liczą na luki w przepisach, mogą wkrótce wejść na teren znacznie większego ryzyka – nie tylko finansowego.
Z drugiej strony samorządy oczekują rozwiązań, które nie będą kończyć się na jednorazowej karze i krótkiej przerwie, po której wszystko wraca do punktu wyjścia.
Na tym etapie to nadal projektowanie rozwiązań, ale sygnał jest czytelny: temat ma zostać domknięty przepisami, a nie samymi apelami.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Niebezpieczeństwo na ulicy Dworcowej: Spór o śnieg
Następna niepotrzebna inwestycja mamy odnowiony odcinek ulicy Dworcowej ktory nie poprawil bezpieczenstwa kierowcy omijaja te zwalniacze przez kilkanascie dni na srodkowej wysepce nie bylo pionowego znaku wysepka stwarzala zagrozenie przejezdzajacych samochodow i pieszych.
Marnotrastwo
14:30, 2026-01-14
Niebezpieczeństwo na ulicy Dworcowej: Spór o śnieg
Wreszcie na przejściu dla pieszych przy urzędzie stanął znak informujący o wysepce na przejściu. Wielu ziomków załatwiło tam felgi, opony i elementy zawieszenia, gdy ta wysepka nie była oznakowana znakiem i przykryta śniegiem. Uszkodziłeś auto egzekwuj odszkodowanie od zarządu dróg powiatowych
Ziomek
14:18, 2026-01-14
Niebezpieczeństwo na ulicy Dworcowej: Spór o śnieg
Co za czub wymyślił te hopki na ulicy dworcowej, one zagrażają bezpieczeństwu pieszych i kierowców. Ich po prostu nie widać. Zastanawiam się na tym czy tylko kiedy dojdzie do wypadku. Wtedy czuby z powiatu otworzą gęby i odpowiedzą aaaaaaaa !!!
Antek
13:59, 2026-01-14
Niebezpieczeństwo na ulicy Dworcowej: Spór o śnieg
Na innych drogach zarządzanych przez gminę jest nie lepiej a wręcz gorzej.
Mieszkaniec gminy
11:10, 2026-01-14