Wyglądało to na zwykły dzień, jeden z wielu w życiu 45-letniej Magdaleny Szymoniak z Miastka. Cieszyła się domem, dziećmi i planami na przyszłość, nie wiedząc, że w jej organizmie od lat cicho i podstępnie rozwija się zabójca. Diagnoza, która spadła na nią jak grom z jasnego nieba, brzmiała bezlitośnie: nowotwór jelita grubego w czwartym, ostatnim stadium, z przerzutami na płuca, wątrobę i śledzionę.