Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

Wielka fabryka jaj pod Miastkiem. 400 milionów, 100 miejsc pracy i spór, który DZIELI gminę

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 22:13, 05.06.2026 Aktualizacja: 22:16, 05.06.2026
Skomentuj Wielka fabryka jaj pod Miastkiem. 400 milionów, 100 miejsc pracy i spór Tak wygląda zakład firmy Wysoka Grzęda w Ruszkówku koło Konina

To spotkanie miało być prezentacją koncepcji. Szybko zamieniło się jednak w jedną z najgorętszych dyskusji o przyszłości gminy Miastko. Firma Wysoka Grzęda przedstawiła plan budowy dużego kompleksu kurników do produkcji jaj z wolnego wybiegu w rejonie Kamnicy i Toczenia. Padły liczby, które robią wrażenie: około 400 mln zł inwestycji, około 100 miejsc pracy, tysiące ton zboża od rolników i nowe wpływy do budżetu gminy.

Ale zanim inwestor złożył formalny wniosek, na sali pojawił się już protest. Część mieszkańców nie chce czekać na procedury. Mówią, że nie zgadzają się na tak dużą fermę w sąsiedztwie swoich domów. Inni odpowiadają, że Miastko od lat narzeka na brak inwestorów, a gdy pojawia się realna szansa na rozwój, natychmiast zaczyna się blokowanie.

::event{"type":"vertical","item":"187"}

To nie jest jeszcze etap pozwolenia na budowę. Nie ma decyzji środowiskowej, nie ma gotowego projektu, nie ma rozpoczętej inwestycji. Jest koncepcja. I są emocje, które już pokazują, że sprawa Wysokiej Grzędy będzie jednym z najważniejszych lokalnych tematów najbliższych miesięcy.

TO MA BYĆ PRODUKCJA JAJ, NIE BROJLERÓW

Na sali jako pierwszy głos zabiera przedstawiciel firmy Wysoka Grzęda. Przedstawia przedsiębiorstwo, które działa od 2018 roku i prowadzi fermę w Ruszkówku w pobliżu Konina. To właśnie ten obiekt ma być wzorem dla inwestycji planowanej w gminie Miastko.

– Firma Wysoka Grzęda jest na rynku już od 2018 roku. Posiadamy jedną fermę w Ruszkówku. Jest to ferma ekologiczna. Produkujemy jaja z wolnego wybiegu, które sprzedajemy na rynek polski do takich sieci jak Biedronka, Lidl, Auchan, Żabka i wiele innych – mówi przedstawiciel inwestora.

Od początku podkreśla, że nie chodzi o produkcję drobiu na mięso. To ma być kompleks kurników dla kur niosek, czyli produkcja jaj z wolnego wybiegu.

Według koncepcji w rejonie Kamnicy ma powstać około 5–7 kurników. Większa część obiektów planowana jest w rejonie Toczenia. Łącznie pojawia się liczba około 24 budynków, w tym kurników i odchowalni.

Inwestor tłumaczy, że przy chowie wolnowybiegowym budynki nie stoją jeden przy drugim. Każdy kurnik wymaga dużej powierzchni, bo kura musi mieć zapewniony wybieg.

– Każda kura musi mieć zapewnione 4 metry kwadratowe wybiegu – wyjaśnia przedstawiciel Wysokiej Grzędy.

Na jednym kurniku ma przypadać kilkanaście hektarów terenu. Sama zabudowa ma zajmować tylko niewielką część całego areału.

Obiekty zabudowy zajmują około 2,5 proc. powierzchni całej fermy. Reszta to będą wybiegi i tereny zielone – mówi inwestor.

400 MILIONÓW ZŁOTYCH I OKOŁO 100 MIEJSC PRACY

Najmocniejszym argumentem Wysokiej Grzędy są pieniądze i miejsca pracy. Firma mówi o inwestycji wartej około 400 mln zł. Deklaruje też zatrudnienie około 100 osób.

– Są to pracownicy administracji, pracownicy obsługi kurników i odchowalni, pracownicy pakowni i magazynów. Administracji planujemy około 25 osób – wylicza przedstawiciel firmy.

W grę wchodzi również współpraca z lokalnymi rolnikami. Ferma ma zużywać około 40 tys. ton zbóż rocznie. Najwięcej pszenicy i kukurydzy, ale pojawiają się też inne surowce: soja, groch, owies, słonecznik i łubin.

My chcemy współpracować z lokalnymi gospodarstwami, ponieważ musimy mieć codzienne żywienie kur i dostawców bardzo blisko – przekonuje inwestor.

Radny Piotr Milda zwraca uwagę, że gmina Miastko od lat słyszy narzekania na brak dużych inwestycji.

– Wszyscy piszą, że w Miastku nic się nie dzieje. Miastko traci swoje priorytety. Nie powstają żadne lokalne przedsiębiorstwa. Młodzi uciekają. Jeśli 100 ludzi będzie zatrudnionych, to część młodych zostaje – mówi.

To jeden z głównych podziałów w tej sprawie. Jedni patrzą na fermę przez pryzmat ryzyka. Drudzy widzą w niej realną szansę na rozwój gospodarczy.

Przedstawiciel Wysokiej Grzędy zapewnia, że na inwestycji mają skorzystać również lokalni przedsiębiorcy.

– Będą potrzebne roboty ziemne, instalacyjne, elektryczne, koparki, spycharki, beton, asfalt. Najlepiej współpracować z lokalnymi – mówi.

„ZAPACHU NIE MA”. INWESTOR PRÓBUJE ROZBROIĆ NAJWIĘKSZY STRACH

Największy lęk mieszkańców dotyczy odorów. To temat, który wraca na sali najczęściej. Inwestor zapewnia, że technologia stosowana przez firmę eliminuje problem uciążliwego zapachu.

Tego zapachu nie ma. Kto był w Ruszkówku, ten tego doświadczył – mówi przedstawiciel Wysokiej Grzędy.

Tłumaczy, że wpływają na to trzy elementy: własna mieszanka pasz, bieżące usuwanie pomiotu oraz brak magazynowania go na fermie.

– Produkujemy paszę sami. Pomiot jest suchy. Nie magazynujemy go na fermie, tylko wywozimy na bieżąco – wyjaśnia.

Firma pokazuje przykład działającej fermy w Ruszkówku. To tam byli już przedstawiciele samorządu i sołectwa.

Radny Mariusz Sokół przyznaje, że do Ruszkówka jechał z dużą rezerwą. Przewidywał, że jeśli na miejscu będzie śmierdziało, temat inwestycji sam się zamknie.

Pojechaliśmy tam bardziej z myślą, że będzie śmierdzieć i wtedy temat będzie pozamiatany. Zdziwiliśmy się bardzo. Objechaliśmy fermę dookoła i nie było się za bardzo do czego przyczepić – opowiada.

Wysoka Grzęda proponuje, aby na działającą fermę pojechali również mieszkańcy.

– Mogę wiele mówić i przekonywać, ale najlepiej to zobaczyć – deklaruje przedstawiciel inwestora.

MIESZKAŃCY KRZESZEWA I TOCZENIA MÓWIĄ: NIE CHCEMY TEGO!

Część mieszkańców nie chce czekać na raporty i urzędowe procedury. Na spotkaniu padają bardzo jasne słowa.

Ten teren Toczeń–Krzeszewo to cztery rodziny, cztery domy i wszyscy jesteśmy w stu procentach na nie. Nie chcemy zmian, pracować tam nie będziemy, żyje nam się dobrze, byliśmy pierwsi i nie potrzebujemy tego – mówi jeden z mieszkańców.

Inna mieszkanka zaznacza, że sprzeciw nie jest efektem paniki.

To nie jest wyraz naszych lęków. My nie potrzebujemy uspokajania. My po prostu mamy swoje zdanie. Chcemy, żeby firma już teraz wiedziała, że my się na to absolutnie nie zgadzamy – mówi.

Do urzędu trafił protest z podpisami. Wokół listy również pojawia się spór. Część uczestników spotkania pyta, czy osoby podpisujące znały treść dokumentu. Protestujący odpowiadają stanowczo.

– Osoby, które są przeciwne, mówią w swoim imieniu i nazwisku. Bardzo proszę nie zarzucać nam matactw – mówi jedna z mieszkanek.

Na sali widać, że konflikt nie dotyczy wyłącznie samej inwestycji. Dotyczy również tego, kto ma prawo wypowiadać się w tej sprawie, czyj głos jest najważniejszy i gdzie przebiega granica między interesem lokalnym a interesem całej gminy.

JEZIORA, PTAKI, WODA I RAPORT ŚRODOWISKOWY

Mieszkańcy pytają o wpływ inwestycji na jeziora, wody gruntowe, zwierzęta chronione i okoliczne tereny przyrodnicze. Wśród wskazywanych miejsc pojawiają się Jezioro Bobięcińskie Wielkie.

Jeden z mieszkańców mówi o ptakach i płazach objętych ochroną.

– Chciałem zapytać, co ze zwierzętami, które są pod ochroną ścisłą, bo jest ich bardzo dużo. To jest orlik, bielik, kania ruda, żaba wodna – wymienia.

Tłumaczy, że nie chodzi wyłącznie o fizyczny dostęp zwierząt do terenu fermy.

To nie chodzi o to, że ptak sobie nie wleci. Chodzi o to, że my, ludzie, nie możemy tym ptakom przeszkadzać – dodaje.

Przedstawiciel inwestora odpowiada, że szczegółowe kwestie środowiskowe będą rozstrzygane w raporcie.

Są odpowiednie instytucje, które się do tego odniosą – mówi.

Wiceburmistrz Daniel Radziszewski przypomina, że na tym etapie nie ma jeszcze formalnego wniosku.

Dzisiaj to jest tylko koncepcja. Lokalizacja, zgodnie ze słowami inwestora, też jest koncepcją – mówi.

Podkreśla, że to na inwestorze będzie ciążył obowiązek wykazania, że przedsięwzięcie może zostać zrealizowane zgodnie z przepisami.

To do inwestora należy udowodnienie braku oddziaływania albo znaczącego oddziaływania na środowisko tej inwestycji – wyjaśnia wiceburmistrz.

Radny Dariusz Zagaja przekonuje, że procedura środowiskowa nie jest formalnością.

Raport środowiskowy to jest wręcz przeczołganie inwestora przez przepisy. Jeżeli będą przekroczenia, nikt się pod tym nie podpisze – mówi.

NAJWIĘKSZE EMOCJE WOKÓŁ POMIOTU

Najostrzejsza wymiana zdań dotyczy pomiotu. Zdzisław Pocheć zwraca uwagę, że inwestor używa zamiennie określeń „obornik” i „pomiot”.

To są zupełnie dwie inne rzeczy – zauważa.

Pyta, co dzieje się z odchodami pozostającymi na wybiegach. Chodzi nie tylko o zapach, ale też o pyły, deszcz i możliwość spływu zanieczyszczeń.

Co w przypadku, kiedy będzie susza i wiatr będzie rozwiewał ten pomiot? Co w przypadku, kiedy będą ulewy i to wszystko będzie spływało do rzek, a rzekami do jezior? – pyta.

Przedstawiciel Wysokiej Grzędy odpowiada, że pomiot z kurników ma być odbierany przez firmy zewnętrzne, między innymi do produkcji podłoża pod pieczarki. To, co zostaje na wybiegach, ma być grabkowane lub bronowane.

Wjeżdżamy, grabkujemy czy bronujemy ten pomiot. To samo robi się w gospodarstwach rolnych – mówi.

Gdy pytania stają się coraz bardziej szczegółowe, inwestor odsyła do dokumentacji, która ma powstać na etapie formalnym.

Wszystkie odpowiedzi będą we wniosku. Ja tu nie będę dyskutował – odpowiada.

To jeden z tych momentów, w których widać wyraźnie, że inwestor i część mieszkańców są na zupełnie innych etapach rozmowy. Firma mówi: poczekajmy na raport. Protestujący odpowiadają: właśnie dlatego pytamy teraz.

SOKÓŁ PO ROZMOWIE Z REDAKCJĄ: JESTEM ZWOLENNIKIEM TEJ INWESTYCJI

Po spotkaniu rozmawiamy telefonicznie z radnym Mariuszem Sokołem. Tym razem mówi już jednoznacznie, że jest zwolennikiem inwestycji, choć podkreśla, że nie chce być przedstawiany jako osoba prowadząca lobbing na rzecz firmy.

Uważam, że to jest dobra inwestycja. Jestem jej zwolennikiem, ale nie chcę być wrzucany w rolę osoby, która coś lobbuje. Dla mnie wiążące jest zdanie mieszkańców Kamnicy, bo to na nas najbardziej skupi się transport i codzienność tej inwestycji – mówi Sokół.

Radny tłumaczy, że Kamnica nie ma być najmocniej zabudowaną częścią całego przedsięwzięcia.

W Kamnicy mówimy o pięciu do siedmiu kurnikach. Reszta to rejon Toczenia. To są duże areały, tam nie ma sytuacji, że budynek stoi przy budynku. Przy wolnym wybiegu jeden kurnik wymaga wielu hektarów – wyjaśnia.

Sokół wraca do wizyty w Ruszkówku. 

Jechałem raczej z takim nastawieniem, że trzeba będzie znaleźć sposób, żeby to zablokować. Myślałem: skoro będą odory, temat się kończy. Tymczasem wysiadamy, objeżdżamy fermę i jesteśmy w szoku. Ja tam nie czuję nic. Kompletnie nic – mówi radny.

Według niego technologia, którą pokazuje inwestor, nie przypomina tradycyjnych wyobrażeń o kurnikach.

To nie jest brojler, to nie jest produkcja mięsa. To są jaja z numerem jeden, wolny wybieg. Taka fabryka jaj, ale w nowoczesnym wydaniu – mówi.

Radny zaznacza, że rozumie prawo mieszkańców do sprzeciwu, ale oczekuje rzetelnej dyskusji.

Nie mam pretensji do ludzi, którzy protestują. Niech protestują, mają do tego prawo. Chodzi tylko o to, żeby przekazywać prawdziwe informacje i nie straszyć mieszkańców czymś, czego jeszcze nikt nie sprawdził – mówi.

Sokół wskazuje też na gospodarczy wymiar inwestycji.

Mówimy o około 100 miejscach pracy, podatkach dla gminy, współpracy z rolnikami i lokalnymi firmami. Nie można od razu mówić „nie”, zanim pozna się wszystkie dane. Gdybym ja taki temat po cichu zablokował, to co powiedzieliby mieszkańcy? Że znowu ktoś pogonił inwestora z gminy – dodaje.

Według radnego w Miastku zbyt często pojawia się mechanizm, w którym wszyscy mówią o potrzebie rozwoju, ale sprzeciwiają się inwestycjom, gdy te pojawiają się bliżej ich miejscowości.

Nie da się tak rozwijać gminy. Wszyscy mówią, że pracy nie ma, że młodzi wyjeżdżają, a kiedy pojawia się duży inwestor, od razu zaczyna się blokowanie. Ja się z takim podejściem nie godzę – mówi Mariusz Sokół.

ROZWÓJ CZY RYZYKO? GMINA MA PRZED SOBĄ TRUDNĄ ROZMOWĘ

Na razie formalnie inwestycji jeszcze nie ma. Jest koncepcja, prezentacja, protest i zapowiedź procedury środowiskowej. Ale społecznie sprawa już żyje własnym życiem.

Dla jednych Wysoka Grzęda to szansa na przełamanie marazmu. 400 mln zł, około 100 miejsc pracy, podatki, zlecenia dla firm i rynek zbytu dla rolników.

Dla drugich to ryzyko, którego nie chcą brać na siebie mieszkańcy żyjący najbliżej planowanego kompleksu. Pytają o wodę, jeziora, ptaki, pyły, pomiot i codzienne życie obok dużej fermy.

Najbliższe miesiące pokażą, czy inwestor złoży formalny wniosek i czy przejdzie przez procedurę środowiskową. Jedno jest pewne już teraz: kurniki jeszcze nie powstają, ale już dzielą gminę Miastko.

::news{"type":"see-also","item":"15979"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu miastko24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%