Zamknij

Dodaj komentarz

Dramatyczna walka Magdaleny. RAK nie dał objawów, a teraz zabiera CZAS

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 15:20, 24.01.2026 Aktualizacja: 15:25, 24.01.2026
1 Dramatyczna walka Magdaleny. RAK nie dał objawów, a teraz zabiera CZAS Magdalena Szymoniak prosi o pomoc w walce z nowotworem

Wyglądało to na zwykły dzień, jeden z wielu w życiu 45-letniej Magdaleny Szymoniak z Miastka. Cieszyła się domem, dziećmi i planami na przyszłość, nie wiedząc, że w jej organizmie od lat cicho i podstępnie rozwija się zabójca. Diagnoza, która spadła na nią jak grom z jasnego nieba, brzmiała bezlitośnie: nowotwór jelita grubego w czwartym, ostatnim stadium, z przerzutami na płuca, wątrobę i śledzionę. Dziś pani Magdalena zamiast cieszyć się codziennością, każdego dnia toczy morderczą walkę o każdą chwilę z synami, a jej największym wrogiem okazuje się nie tylko choroba, ale i brak funduszy na ratunek.

​Podstępny wróg, który nie bolał

​Pani Magdalena nie szukała pomocy, bo coś jej dolegało. Nie było bólu, nie było spadku formy. Do lekarza zaprowadziła ją zwykła profilaktyka – program badań kontrolnych 40+. To właśnie tam, niemal przez przypadek, odkryto krew utajoną. Szybka, prywatna kolonoskopia u doktora Rzeszutka odkryła przerażającą prawdę. Guz był tak duży i znajdował się tak blisko odbytu, że lekarz przerwał badanie, stawiając diagnozę natychmiast. Kolejne tygodnie to tomografie i badania w Bydgoszczy, które tylko potwierdzały czarny scenariusz: nowotwór zaatakował niemal cały układ pokarmowy.

- ​Ten rak to cichy zabójca, rozwija się w jelicie grubym nawet dziesięć lat bez żadnych objawów. Nic mnie nie bolało, poszłam tylko sprawdzić, czego mam w organizmie za mało, a czego za dużo - mówi Magdalena Szymoniak.

​W Bydgoszczy lekarze postawili sprawę jasno. W czwartym stadium nie mówi się już o wyleczeniu, a jedynie o podtrzymywaniu życia. Choć w jej rodzinie nowotwory się zdarzały, badania genetyczne wykluczyły obciążenia dziedziczne. To „nieszczęśliwe zrządzenie losu”, za które pani Magdalena obwinia m.in. brak odpowiednich badań szczepionek na COVID w ostatnich latach, o czym wspominali jej specjaliści podczas konsultacji.

​Wyniszczająca terapia i walka o sprawność

​Od ponad roku pani Magdalena żyje w rytmie wyznaczanym przez cykle chemioterapii. Początkowo dawki podawano jej co 11 dni. To tempo niemal zniszczyło jej organizm. Chemia, którą nazywa „trucizną”, uszkodziła szpik kostny oraz miąższ wątrobowy. Najbardziej dotkliwe są jednak zmiany neurologiczne – pani Magdalena cierpi na niedowład rąk i nóg.

- ​Mam uszkodzone nerwy, ledwo chodzę. Potrafię wyjść na miasto i po prostu upaść. Nie mogę sama funkcjonować, potrzebuję pomocy w najprostszych czynnościach - opowiada.

​Dopiero niedawno lekarze zdecydowali o wydłużeniu przerw między dawkami do 2,5 tygodnia, by dać jej ciału czas na regenerację. Każdego dnia walczy z bólem i słabością, przyjmując bolesne zastrzyki w brzuch, by odbudować krew i móc kontynuować batalię o życie.

​Rodzina w cieniu kredytu i choroby

​Sytuacja domowa pani Magdaleny to kolejny ciężar, który musi dźwigać. Jej mąż, mający zaledwie 35 lat, pracuje ciężko za granicą, by utrzymać rodzinę i spłacać gigantyczny kredyt hipoteczny. Miesięczna rata za mieszkanie, które kupili jeszcze przed chorobą, to 2,5 tysiąca złotych. Do tego dochodzą koszty szkoły dla dwóch synów – 16-latka i 8-latka – oraz codzienne życie.

​- Z wypłaty męża nie mogę wziąć ani grosza na moje prywatne leczenie. Wszystko pochłania kredyt, opłaty i dzieci. A ja muszę walczyć, bo mam dla kogo żyć.

​Pani Magdalena szuka ratunku poza publiczną służbą zdrowia. Regularnie jeździ do Ciechocinka na stymulacje prądami, które pomagają jej odzyskać czucie w kończynach. Marzy o rozpoczęciu terapii w komorze hiperbarycznej, gdzie leczenie czystym tlenem mogłoby wspomóc jej walkę z guzami. Niestety, to metody nierefundowane. Każdy wyjazd do Ciechocinka to 500 złotych, a seanse tlenowe to kolejne setki złotych tygodniowo.

​Zbiórki, które stoją w miejscu

​Choć pani Magdalena ma założone konta w fundacji Alivia oraz na portalu Zrzutka.pl, pomoc płynie bardzo powoli. Na jej koncie jest zaledwie 5 tysięcy złotych – to kropla w morzu potrzeb, biorąc pod uwagę, że nowoczesne leczenie za granicą kosztuje nawet 20 tysięcy złotych miesięcznie.

- ​Fundacja stoi w miejscu, licytacje idą słabo. Ja się wstydzę, nie mam odwagi występować przed kamerą, bo choroba zmieniła mój wygląd, nie mam włosów. Ale muszę to jakoś nagłośnić, bo sama nie dam rady.

​Mieszkańcy Miastka i okolic zawsze potrafili się jednoczyć w trudnych chwilach. Pani Magdalena nie prosi o litość, ale o szansę na to, by mogła jak najdłużej patrzeć, jak dorastają jej synowie. Każda złotówka, każde udostępnienie zbiórki to dla niej dodatkowy dzień życia.

::news{"type":"see-also","item":"17553"}

::addons{"type":"alert"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

XX

1 0

Dlaczego państwo ma pieniądze na utrzymanie urzędników a nie ma na takie cele. Chore takie sprawy powinny być bezpłatne

17:18, 24.01.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu miastko24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%