Wiadomości

Zamknij

Dodaj komentarz

WYPADEK w szpitalu. Na 3-letnie dziecko spadła osłona w izbie przyjęć

Mateusz Węsierski Mateusz Węsierski 19:22, 06.06.2026 Aktualizacja: 19:25, 06.06.2026
2 WYPADEK w szpitalu. Na 3-letnie dziecko spadła osłona w izbie przyjęć Na trzyletnią dziewczynkę spadła aluminiowa osłona nad wejściem do izby przyjęć Szpitala Miejskiego w Miastku

To mogło skończyć się dużo gorzej. Przy wejściu do izby przyjęć Szpitala Miejskiego w Miastku na trzyletnią dziewczynkę spadła aluminiowa osłona mechanizmu drzwi automatycznych. Dziecko ma obrażenia głowy i ramienia. Tomografia komputerowa na szczęście nie wykazała krwiaków ani krwawienia wewnątrzczaszkowego. Matka dziewczynki zapowiada jednak walkę o odszkodowanie i mówi, że najbardziej boli ją nie tylko sam wypadek, ale reakcja placówki. Przedstawicielka szpitala odpowiada, że dziecko zostało od razu zaopatrzone, sprawa została opisana w szpitalnej procedurze, a placówka jest ubezpieczona.

Do zdarzenia doszło przy automatycznych, przesuwnych drzwiach prowadzących do izby przyjęć. Według relacji matki dziewczynki oderwała się duża osłona znajdująca się nad wejściem. Element miał zasłaniać mechanizm drzwi.

::event{"type":"vertical","item":"196"}

Kobieta była tego dnia w szpitalu z przyjaciółką i dziećmi. Wcześniej były razem na placu zabaw. Jedno z dzieci zostało użądlone przez osę, dlatego pojechały do izby przyjęć. W czasie oczekiwania matka wyszła ze swoją córką w stronę drzwi.

– Jak wchodzi się na izbę przyjęć, są te zasuwane, pomarańczowe drzwi. Na górze jest mechanizm, kable i wielka obudowa. Ona ma około dwa i pół, może trzy metry. Ważyła bardzo dużo. Jak to podnosiłam, było ciężkie. Przy zamykaniu drzwi spadło to córce na głowę – relacjonuje matka dziewczynki.

„WIDZIAŁAM ŚMIERĆ W OCZACH”

Dziewczynka nie straciła przytomności. Nie pojawiły się też nudności. Matka mówi jednak, że sam moment uderzenia był dla niej traumatyczny.

To była tragedia. Ja widziałam śmierć w oczach. W nocy nie spałam, bo bałam się, że córka się nie obudzi. Byłam bardzo wystraszona i tego na pewno nie odpuszczę – mówi.

Dziecko ma obrażenia w okolicy głowy. Z relacji matki wynika, że na czole pojawiła się rana, otarcie i guz. Po czasie kobieta zauważyła również ranę na ramieniu.

Ma sznytę na około trzy centymetry. To nie było do szycia, ale jest guz. To jest trzy, cztery centymetry od skroni. A gdyby uderzyło ją w skroń? Mogłabym nie mieć dziecka – mówi kobieta.

TOMOGRAFIA W SŁUPSKU. NA SZCZĘŚCIE BEZ KRWIAKÓW

Po zdarzeniu dziecko było badane. Matka informuje, że później pojechała z córką do Słupska na tomografię komputerową głowy.

– Cały dzień byłyśmy w Słupsku na TK głowy. Wszystko jest na szczęście w porządku. Nic się nie dzieje. Nie ma żadnego rozlewu krwi, żadnych krwiaków w głowie ani nic – przekazuje matka.

Z dokumentacji medycznej, którą kobieta odczytuje w rozmowie, wynika, że dziecko zostało przyjęte z powodu urazu głowy po uderzeniu spadającym przedmiotem w szpitalu. W opisie wskazano, że dziewczynka była przytomna, źrenice reagowały na światło, a lekarz nie stwierdził objawów ogniskowych. Odnotowano guz okolicy czołowej prawej z otarciem skóry.

„KABLE WISIAŁY, OSŁONA LEŻAŁA NA PODŁODZE”

Matka ma nagranie wykonane po zdarzeniu. Według jej relacji widać na nim uszkodzony element, przewody i osłonę leżącą na podłodze.

– Kable wiszą, a to leży na podłodze w całkiem innym miejscu. To jest potwierdzenie, co tam się stało – mówi.

Kobieta uważa, że zapis w dokumentacji medycznej nie oddaje skali zagrożenia.

– Oni to zapisali tak, jakby kamyczek spadł na głowę. A ja mam filmik. Widać, co jej spadło na głowę. To nie ważyło pięć kilogramów – mówi.

„TO MOGŁO SPAŚĆ NA NIEMOWLĘ ALBO STARSZĄ OSOBĘ”

Matka dziewczynki nie ukrywa, że najgorsze są dla niej myśli o tym, co mogłoby się stać, gdyby pod drzwiami znajdowało się mniejsze dziecko, niemowlę w wózku albo osoba starsza.

– Nie daj Boże byłby tam wózek albo półroczne dziecko. To dziecko by nie przeżyło. Moja córka jest twarda, ale gdyby to była młodsza dziewczynka, niemowlę albo starszy człowiek, mogło się skończyć tragicznie – mówi.

Jej zdaniem takie zdarzenie w ogóle nie powinno mieć miejsca w szpitalu, szczególnie przy wejściu do izby przyjęć.

– Sam fakt, że to spadło na dziecko, jest dla mnie niewyobrażalny. To stało się w szpitalu, przy izbie przyjęć, w miejscu publicznym. Przecież to powinno być jedno z najbezpieczniejszych miejsc – mówi.

MATKA ROZMAWIAŁA Z WŁADZAMI SZPITALA

Po zdarzeniu kobieta spotkała się z przedstawicielką władz placówki. Jak relacjonuje, rozmowa była dla niej bardzo trudna. Twierdzi, że miała poczucie, iż sprawa jest bagatelizowana.

– Rozmawiałam z prokurentką. Zachowała spokój, ale ja się zdenerwowałam, bo miałam wrażenie, że ona mi się prosto w twarz śmieje. Powiedziałam, że dla mnie nie ma tu nic śmiesznego, bo prawie zabiło mi dziecko – relacjonuje matka.

Według jej relacji pytała również, dlaczego nikt ze szpitala nie zainteresował się stanem dziecka po zdarzeniu.

– Ja od nich niczego nie oczekiwałam poza tym, żeby ktoś się zainteresował moim dzieckiem. Żeby ktoś zapytał, czy moje dziecko w ogóle żyje, jak się ma, czy nie ma wylewu albo krwiaka. Nikt się nawet nie zapytał – mówi.

Kobieta twierdzi, że dopiero po rozmowie zaczęto kontaktować się z nią w sprawie stanu zdrowia córki.

– Później wydzwaniała i pisała, jak tam dziecko. Odpisałam, że wszystko dobrze, że mała jest po badaniach. Napisała, że to super wieści i że bardzo się cieszą – dodaje.

„OD LAT TO LATAŁO”

W rozmowie pojawia się także poważny zarzut dotyczący stanu technicznego osłony. Matka twierdzi, że usłyszała od osoby związanej ze szpitalem, iż element nad drzwiami miał być niestabilny już wcześniej.

– Sama pracuję w szpitalu. Słyszałam, że to już dawno było niestabilne i już dawno latało. Od lat tego nie zrobili – relacjonuje kobieta.

To jeden z kluczowych wątków wymagających wyjaśnienia. Jeśli wcześniej zgłaszano problem z osłoną, pojawia się pytanie, kto odpowiadał za jej kontrolę, serwis i zabezpieczenie?

BOI SIĘ O PRACĘ

Sprawa jest dla matki szczególnie trudna również dlatego, że pracuje w szpitalu. Nie chce ujawniać swoich danych. Obawia się, że po nagłośnieniu sprawy może stracić zatrudnienie.

– Jestem samotnie wychowującą matką. Pracuję w szpitalu i boję się, że mnie wyrzucą. Nie chcę podawać swoich danych ani danych dziecka, ale chcę, żeby sprawa została opisana, bo tak nie może być – mówi.

Kobieta twierdzi, że po zdarzeniu straciła możliwość dalszej pracy na kuchni i wróciła na wcześniejsze stanowisko salowej.

– Miałam zostać na kuchni dłużej, a już mnie z kuchni zabrali. Boję się, co będzie dalej – mówi.

Matka podkreśla, że nie zamierza rezygnować z dochodzenia roszczeń w imieniu córki.

– Na pewno będę walczyć o odszkodowanie dla dziecka. Córka jest od tego czasu przerażona. Nawet nie chce sama iść do toalety – mówi.

SZPITAL: DZIECKO ZOSTAŁO ZAOPATRZONE, PLACÓWKA JEST UBEZPIECZONA

Do sprawy odnosi się Joanna Hinc, dyrektor administracyjno-techniczna i prokurent Szpitala Miejskiego w Miastku. Jak mówi, placówka wie o zdarzeniu, ale sama ustala, dlaczego osłona spadła.

– To było sprawdzane. Sami nie wiemy, czemu to spadło. Mamy zamówione nowe drzwi. Te są stare, już nie funkcjonują automatycznie, tylko rozsuwają się nieelektrycznie. U góry są osłony i to jest sprawdzane. Odkąd przyszłam, kontrolujemy to. Nie wiemy, dlaczego ta osłona spadła. One są zabezpieczone na sprężynach – mówi Joanna Hinc.

Przedstawicielka szpitala wskazuje, że według informacji przekazanych jej przez ratowników element nie miał spaść bezpośrednio pionowo na głowę dziecka.

– Ratownicy przekazali nam informację, że ta belka spadła, odbiła się od bocznego zabezpieczenia i dziewczynka się z nią zderzyła. Ona nie spadła jej stricte na głowę. Spadała przed nią i dziecko się z nią zderzyło – wyjaśnia Hinc.

Szpital podkreśla, że dziecko zostało od razu zbadane i opatrzone.

– Lekarz zszedł od razu, chirurg zabezpieczył dziecko. Zostało zaopatrzone i opatrzone. To, co można było zrobić na miejscu, zostało zrobione. Reszta była do obserwacji – mówi przedstawicielka placówki.

Joanna Hinc zaznacza, że szpital nie uchyla się od procedury odszkodowawczej.

– Powiedziałam, że jeśli będzie się ubiegać o odszkodowanie, ma do tego prawo. Szpital jest ubezpieczony, więc nie ma tutaj żadnego problemu. Jeżeli wystąpi o odszkodowanie, będzie normalna procedura. Ubezpieczyciel będzie pewnie sprawdzał dokumentację, historię leczenia, to, co się działo po zdarzeniu. My się od niczego nie uchylamy – mówi.

Jak dodaje, zdarzenie zostało w szpitalu opisane w wewnętrznej procedurze.

– Został spisany protokół. W szpitalu traktuje się to jako zdarzenie niepożądane. Ubezpieczyciel na pewno się z tym zapozna – deklaruje Joanna Hinc.

SZPITAL OBAW O PRACĘ NIE POTWIERDZA

Przedstawicielka placówki odnosi się również do obaw matki, że po nagłośnieniu sprawy może stracić pracę.

Gdybyśmy w takiej sytuacji ją zwolniły, to same strzeliłybyśmy sobie w kolano. Zdarzył się wypadek. To, jakie kroki podejmie w sprawie dziecka, jest jej decyzją. Nie mamy wpływu na to, czy idzie do gazety, czy nie. To jest jej decyzja – powtarza Joanna Hinc.

Odnosząc się do pracy kobiety w kuchni, przedstawicielka szpitala tłumaczy, że było to przesunięcie czasowe.

– Ona jest z ekipy sprzątającej przesunięta na kuchnię tymczasowo, bo była taka potrzeba. Później ma wrócić osoba ze zwolnienia. Pracuje i tyle – mówi.

Joanna Hinc podaje również, że aluminiowa osłona miała ważyć około 9 kilogramów.

– To nie waży dwadzieścia czy pięćdziesiąt kilogramów - zaznacza.

POZOSTAJĄ PYTANIA O KONTROLĘ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Po obu stronach nie ma sporu co do jednego: element przy wejściu do izby przyjęć spadł, dziecko zostało poszkodowane, a sprawa trafi do procedury odszkodowawczej, jeśli matka formalnie wystąpi z roszczeniem.

Spór dotyczy skali zagrożenia, dokładnego przebiegu zdarzenia, wcześniejszego stanu osłony i reakcji szpitala po wypadku.

Kluczowe pytania pozostają aktualne: dlaczego osłona spadła, kiedy ostatnio była kontrolowana, czy wcześniej sygnalizowano problem i czy po zdarzeniu sprawdzono wszystkie podobne elementy w placówce?

::news{"type":"see-also","item":"18428"}

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

niknik

3 0

Hincowa i wszystko jasne. człowiek słup dla kasy zrobi wszystko

20:38, 06.06.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

??????

0 0

A co tu sie bać zwolnienia jak szpital i tak nie płaci pracownikom, ta sytuacja to idealny przykład ze placówka sypie sie na głowie, dosłownie i w przenosni

22:59, 06.06.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu miastko24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%