Dominika Ważna, nowa prezes Sądu Rejonowego w Miastku, w rozmowie z naszym reporterem opowiada o swojej drodze zawodowej – od pracy fizycznej w fabryce kabli i sprzątania niemieckich hoteli, po sędziowską togę. W szczerym wywiadzie zdradza, dlaczego wybrała wydział rodzinny, jak radzi sobie z ogromem obowiązków i co sądzi o kontrowersyjnych pomysłach łączenia sądów w powiecie bytowskim.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Pani sędzio, nazwisko zobowiązuje. Można żartobliwie powiedzieć, że jest Pani teraz najważniejszą osobą w miasteckim sądzie.
To tylko funkcja. Obowiązków prezesa jest niezwykle dużo. Dla sędziego orzekającego w wydziale dodatkowe zadania administracyjne są dużym wyzwaniem. Szczerze mówiąc, mało kto zabiega o to stanowisko, bo wiąże się ono z ogromem pracy, której wciąż się uczę. Kwestie biurokratyczne do tej pory mnie nie dotyczyły. Wcześniej koncentrowałam się na sprawach we własnym wydziale, a przy obecnym obciążeniu trudno wygospodarować czas na interesowanie się sprawami wewnętrznymi całej jednostki.
Jak Pani trafiła na to stanowisko?
Objęcie prezesury nastąpiło w sposób naturalny. Najpierw ówczesny prezes zapytał, czy zgodziłabym się zostać wiceprezesem. Chodziło o zapewnienie zastępstwa podczas jego nieobecności, zwłaszcza w obliczu wdrażania systemu elektronicznego zarządzania dokumentacją (EZD). To wymagało stałego nadzoru. Zgodziłam się, a po zakończeniu kadencji sędziego Kiełba moja nominacja na prezesa była logiczną kontynuacją tej współpracy.
Czy myśli Pani o tym stanowisku jako o trampolinie do wyższej instancji? Sąd okręgowy, apelacyjny?
Szczerze mówiąc, nie zabiegam usilnie o awans. Oczywiście, gdyby pojawiła się taka możliwość, rozważyłabym złożenie wniosku, o ile dotyczyłoby to wydziału cywilnego lub spraw rozwodowych. Orzekałam już w sprawach karnych, ale uważam, że do tej dziedziny trzeba mieć specyficzne predyspozycje charakterologiczne. Trzeba być karnistą z powołania.
Wspomniała Pani o dojazdach. Mieszka Pani w Koszalinie, to spory kawałek drogi.
Rozważam przeniesienie się w przyszłości bliżej Koszalina. Mam małe dziecko i zależy mi na tym, by być blisko niego, zwłaszcza że niedługo rozpocznie naukę w szkole. Dojazdy z czasem stają się męczące. Nie zapominajmy też o warunkach drogowych – tej zimy gołoledź zaskoczyła nas już trzykrotnie, a to zawsze generuje niepotrzebne ryzyko.
Teraz przez Bobolice jedzie się już chyba lepiej?
Korzystam z trasy ekspresowej S11. W Koszalinie mieszkam w dogodnym punkcie wylotowym, więc przejazd przez Bobolice jest sprawny. Pod względem osobistym na pewno będę dążyć do pracy bliżej domu. Jeśli zaś chodzi o sąd okręgowy, w przyszłości nie wykluczam takiej ścieżki. To naturalny etap rozwoju zawodowego, ale obecnie nie poszukuję etatu w wyższej instancji za wszelką cenę.
Wróćmy do początku. Skąd Pani pochodzi?
Nie jestem rodowitą koszalinianką. Pochodzę z Czaplinka. Podobno mam w Miastku jakąś rodzinę, o czym wspominał mój wujek, ale zanim podjęłam tu pracę, nigdy wcześniej nie odwiedzałam tego miasta.
Czy w Pani rodzinie były tradycje prawnicze?
Absolutnie nie. W mojej rodzinie nie było prawników, adwokatów ani sędziów. Wybrałam prawo, ponieważ miałam umysł humanistyczny i szukałam kierunku odpowiadającego moim zainteresowaniom. Studia w Szczecinie ukończyłam w trybie zaocznym, ponieważ przez cały ten okres pracowała fizycznie. Wyjeżdżałam też za granicę, gdzie sprzątałam w hotelach.
Czyli poznała Pani prawdziwe życie i ciężką pracę.
Zdecydowanie tak. Na studia zarobiłam samodzielnie. Pracowałam w zakładzie Kabel Technik Polska w Czaplinku w systemie trzyzmianowym. Zdarzało się, że po nocnej zmianie prosto z fabryki jechałam na weekendowe zajęcia. W wakacje siostra pomagała mi znaleźć pracę w hotelu w Niemczech. Na piątym roku studiów przeniosłam się do Koszalina i tam zaczęłam pracę w kancelarii adwokackiej Ewy Usidus. Bardzo dużo jej zawdzięczam, to ona ukierunkowała mnie zawodowo. Choć namawiała mnie na aplikację adwokacką, ja nie widziałam się w tej roli. Nie mam natury drapieżnego wojownika, która jest niezbędna na sali sądowej, gdy staje się po jednej ze stron. Wolę spokojną analizę i podejmowanie wyważonych decyzji. Dlatego wybrałam aplikację sądową.
Egzamin sędziowski uchodzi za jeden z najtrudniejszych sprawdzianów.
To ogromny wysiłek emocjonalny. Egzamin składał się z wielu komisji, a przesłuchania trwały od rana do popołudnia. Mimo stresu udało mi się uzyskać dobrą ocenę. Następnie przez blisko 10 lat pracowałam jako asystent sędziego w Koszalinie. To był czas dojrzewania do roli sędziego. Początkowo przerażała mnie odpowiedzialność związana z samodzielnym rozstrzyganiem ludzkich losów. Te lata praktyki pozwoliły mi zyskać niezbędną pewność.
Pierwszy etat sędziowski objęła Pani w Bytowie.
Tak, orzekałam tam przez dwa i pół roku w wydziale cywilnym. Początki były trudne – dojazdy, nowe środowisko, Kaszuby, które mnie zachwyciły podczas wizji lokalnych w terenie. Bardzo cenię pomoc, jaką otrzymałam wtedy od pracowników sekretariatu w Bytowie. To kluczowe wsparcie dla początkującego sędziego. Później jednak względy rodzinne sprawiły, że zaczęłam szukać miejsca bliżej Koszalina. W 2018 roku pojawił się wakat w Miastku, co pozwoliło mi na przeniesienie.
W Miastku ostatecznie trafiła Pani do Wydziału Rodzinnego.
Początkowo pracowałam w wydziale cywilnym, jednak po powrocie z urlopu macierzyńskiego w 2021 roku objęłam Wydział Rodzinny. To była dla mnie nowa materia, zwłaszcza sprawy nieletnich i nowe przepisy o wspieraniu resocjalizacji. Zawsze jednak ciągnęło mnie w tę stronę – nawet pracę magisterską pisałam z prawa rodzinnego. Mimo że ta praca bywa obciążająca psychicznie, daje mi dużą satysfakcję. Tutaj każda sprawa jest pilna, bo dotyczy dobra dzieci.
W Miastku bardzo chwali się zespół kuratorski. Jak wygląda Pani współpraca z nimi?
Współpraca z kuratorami układa się wzorowo. Jesteśmy w stałym kontakcie, co pozwala uniknąć zaskoczeń. Zamiast podejmować drastyczne decyzje, staramy się wspólnie z rodzinami szukać rozwiązań, które pozwolą im wyjść na prostą bez konieczności wszczynania kolejnych postępowań. Kuratorzy w Miastku są doskonale przygotowani i bardzo zaangażowani.
Nie mogę nie zapytać o propozycję łączenia sądów w Bytowie i Miastku, o której głośno mówi prezes Uchmanowicz z Bytowa.
Rozumiem trudną sytuację kadrową w Bytowie, ale z perspektywy Miastka takie rozwiązanie nie wydaje się korzystne. Dla nas oznaczałoby to dodatkowe obciążenie referatami z sąsiedniego okręgu, co nie ma merytorycznego uzasadnienia. Nasi sędziowie również mają dużo pracy. Uważam, że problemem nie jest struktura, lecz braki kadrowe w samym Bytowie. Gdyby tamtejsze etaty były w pełni obsadzone, jednostka radziłaby sobie świetnie. Ponadto musimy brać pod uwagę dobro mieszkańców, dla których odległość od sądu ma znaczenie. Miastko radzi sobie dobrze jako samodzielna jednostka i tak powinno pozostać.
Jaki zespół sędziowski obecnie Pani prowadzi?
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Obecnie mamy pięciu sędziów: dwóch cywilistów, dwóch karnistów oraz ja w wydziale rodzinnym. Wspiera nas dwóch referentarzy oraz jeden asystent. Od marca dołączy kolejny asystent, co znacząco usprawni przygotowywanie projektów orzeczeń i uzasadnień. To dla nas ogromne wsparcie.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu miastko24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Tragedia w Miłocicach: 10 lat więzienia za śmierć
bardzo dobrze zrobiła , jednego zwyrola mniej
Agata
11:12, 2026-03-22
Nielegalny tytoń. 51-latek z Miastka z zarzutami!
O proszę jaka wolność słowa, jak szybciutko usuwane niewygodne komentarze 🙂 Prawda szczypie w du...
Beny
08:53, 2026-03-22
Nielegalny tytoń. 51-latek z Miastka z zarzutami!
Zniknęło wiele komentarzy, tak jakby handlarz nie dzielił się zyskami z żoną i synkiem ;-)
obserwator
20:10, 2026-03-21
Nielegalny tytoń. 51-latek z Miastka z zarzutami!
Sprzedam golfa 2
Elmo
12:37, 2026-03-21