Zamknij
REKLAMA

BIEDA człowieka Solidarności. Nie o taką wolność walczył

07:58, 06.10.2020 | M.W.
Skomentuj
REKLAMA

Prawie rok siedział w więzieniu, w stanie wojennym, aresztowany za kolportaż zakazanych ulotek. Teraz klepie biedę, mieszkając w osadzie Kamienna w gminie Biały Bór. Mirosław Kasprzak zajmuje połowę starego, poniemieckiego domu. Mieszka tam razem z bratem. Mówi, że działalność w "Solidarności" odcisnęła piętno na jego dalszym życiu. Niczego się nie dorobił. Stracił rodzinę i musiał wyjechać z Trójmiasta. Uważa, że państwo polskie w żaden sposób nie wyróżnia takich ludzi, jak on, którzy zasłużyli się dla wolności. Dostał wprawdzie Krzyż Wolności i Solidarności, ale co mu po nim, skoro ledwo wiąże koniec z końcem? Wspomina, że takim ludziom jak on obiecywano wyższe emerytury. Może liczyć maksymalnie na 2400 zł i jest to kwota brutto.

- Podejrzewam, że wielu esbeków, którzy w tamtych latach mnie dręczyli, żyje teraz o wiele lepiej, a ja muszę klepać biedę i nie mam nawet pieniędzy na remont domu. Rodzina mi się rozpadła. Mam 67 lat i cóż mi z tego życia zostało? Po co wtedy walczyłem? Sam nie wiem - opowiada Kasprzak.

Jak dziś pamięta tamte lata. Niby nie tak dawno, ale jednak już sporo czasu minęło. 

- Od dwóch lat jestem na emeryturze i szczerze muszę powiedzieć, że teraz jeszcze jest w miarę znośnie, chociaż wcale nie najlepiej, ale przed uzyskaniem emerytury było dużo, dużo gorzej - wspomina.

Właściwie przez całe życie mieszkał w Gdyni. Ma dwóch synów, a od 20 lat jest z żoną po rozwodzie. Twierdzi, że wszystko posypało się przez kłopoty finansowe. Razem z bratem mieli w Gdańsku problemy i aby wybrnąć z tego, sprzedali mieszkanie i kupili połowę domu w Kamiennej. Brat nigdy nie miał żony i dzieci. Mirosław Kasprzak jest dla niego jedyną bliską osobą. 

Narzeka, że internowani, represjonowani w stanie wojennym, nie mają teraz dobrze.

- Uważam, że po ustawie, uchwalonej 14 sierpnia, jest duże rozgoryczenie. Ustala ona, że wszyscy, którzy mieli niskie emerytury, dostaną z ZUS świadczenie wyrównawcze do 2400 zł brutto, a więc netto około 2000 zł. Teraz mam 1700 zł netto. Gdy walczyłem o wolną Polskę, oczywiście nie liczyłem na przyszłą emeryturę, ale teraz z perspektywy czasu oceniam, że nie zostałem doceniony. Mogę tylko powiedzieć, że uważam, iż zachowaliśmy się jak trzeba w tamtych czasach - komentuje.

Twierdzi, że tamta działalność spowodowała, że nigdy w życiu niczego wielkiego nie osiągnął zawodowo. Przed ogłoszeniem stanu wojennego był zatrudniony jako robotnik przyuczony do zawodu pomiarowego geodety, pracując w Okręgowym Przedsiębiorstwie Geodezyjno-Kartograficznym. Był szeregowym członkiem "Solidarności". Przed 13 grudnia 1981 roku powstała ustawa o radach pracowniczych. On do takiej rady w swoim przedsiębiorstwie trafił. 

- Wszystko miało się pięknie rozwijać, ale wtedy wprowadzili stan wojenny. Spotykaliśmy się dalej, a ja na swój sposób w miarę możliwości starałem się coś robić. Były to poważne sprawy, ale niestety dziś nie mam żadnych dowodów ani świadków, bo robiłem to w konspiracji - zeznaje. 

Działał tak przez kilka miesięcy aż w kwietniu 1982 roku został aresztowany przez WSW. Nie on sam jeden, ale również jego koledzy. Powodem była oczywiście działalność konspiracyjna. Byli sądzeni przez Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni.

- W momencie aresztowania byłem w delegacji w Choczewie. Wyszedłem ze sprzętem na kwatery, a tam czekał na nas duży Fiat. Było w nim trzech mężczyzn, w tym jeden z długą bronią. Zabrali nas ze sobą. Trafiliśmy pod sąd, który nie dawał nam rady, ponieważ stosowaliśmy różne sztuczki. Trafiłem między innymi do szpitala więziennego - opowiada Kasprzak. 

W styczniu 1983 roku, po prawie rocznym pobycie w areszcie, doszło do złagodzenia rygorów stanu wojennego. Sprawa została skierowana do Sądu Rejonowego w Gdańsku. Od stycznia do marca były dwie rozprawy. Na drugiej w marcu zwolniono ich z aresztu i mogli odpowiadać już z wolnej stopy. Pamięta, że sprawę prowadziła sędzia Anna Skupna. Ostatnio zauważył w telewizji informację na jej temat i dowiedział się, że po latach awansowała, stając się szefową Sądu Apelacyjnego.

- Z tego, co wiem, to ona jeszcze żyje, ale jest już na emeryturze - komentuje.

W 1992 roku, po wniesieniu wniosku o kasację do Sądu Najwyższego, zapadł wyrok uniewinniający. To były już nowe czasy. Nastała demokracja. Mirosław Kasprzak nie mógł odnaleźć się w tej rzeczywistości. Próbował prowadzić działalność gospodarczą, ale bez większego powodzenia. Twierdzi, że miał problemy psychiczne, bo mocno zaciążył na nim wyrok i pobyt w komunistycznym więzieniu.

- Nie mogłem nawet spokojnie spać. Czasami miałem wrażenie, że ktoś rusza klamką i wtedy zrywałem się na równe nogi. W czasie pobytu w więzieniu i w późniejszych latach żona była cały czas ze mną. Nie rozstaliśmy się nawet przez więzienie, ale gdy nastała wolność, pojawiły się problemy finansowe - opowiada.

Z czasem wszystko zaczęło się psuć, aż doszło do rozwodu w 2000 roku. Pobyt w więzieniu odcisnął też swoje piętno na jego relacjach z synami. Starszy miał wtedy 3,5 roku, a młodszy 2 lata. 

- Jak wróciłem z więzienia, młodszy mnie nie poznawał, bo był za mały, gdy mnie zabrano i do dziś to zostało. Jest pewien dystans między nami - komentuje ze łzami w oczach. 

[ZT]5268[/ZT]

Synowie rzadko go odwiedzają. Żona - wiadomo - w ogóle. Z wnukami ma sporadycznie kontakt. 

- Byłem u nich 2 lata temu - wspomina.

Dużą barierą w przeszłości były również pieniądze, bo nie stać go było na wyjazd ze wsi Kamienna. Nie stać go było nawet na samochód. Gdy pojawiła się emerytura w wysokości 1700 zł, uzyskał zdolność kredytową i wziął kilka tysięcy złotych kredytu, aby kupić samochód. 

- Całkiem dobry kupiłem. Świetnie działa. Chodzi jak szwajcarski zegarek i drugi przegląd już przeszedł "bez mrugnięcia okiem". Na pewno do rodziny na Wszystkich Świętych pojadę - zapowiada. 

Do żony nie pojedzie. Ona nie chce go przyjąć. Mirosław Kasprzak relacjonuje, że w latach dziewięćdziesiątych wszystko zaczęło się psuć. Gdy jego znajomi wokół rośli i bogacili się, oni klepali biedę, bo on jakoś nie mógł się pozbierać. Nie potrafił znaleźć miejsca dla siebie. Nie potrafił znaleźć sposobu, aby utrzymać rodzinę. Dlatego 11 lat po przemianach doszło do rozwodu. 

- Nie tylko ja klepię biedę. Poznałem wiele innych osób, wywodzących się z "Solidarności", którzy są w takiej sytuacji. Należy podkreślić, że świadczenie wyrównawcze będzie dotyczyć do czterech tysięcy osób spośród dziewięciu tysięcy aresztowanych i internowanych, którzy jeszcze żyją. Niejeden przedstawiciel służby bezpieczeństwa czy też WSW ma dziś lepszą emeryturę. To przykre - komentuje. - Kiedyś przeciwko nim walczyliśmy, a dziś pod względem finansowym zrównano nas z tymi esbekami. 

Kasprzak obawia się, że najgorsze dopiero przed nim, bo wykryto u niego miażdżycę kończyn dolnych. Stracił już pół palca i stara się leczyć, ale na przykład rowerem już nie może jeździć. Ma coraz większy problem z chodzeniem, więc zazwyczaj pozostaje mu siedzieć w domu i oglądać podarowany przez Bronisława Komorowskiego Krzyż Wolności i Solidarności. Kasprzak zastrzega, że przedstawiciel PO to nie jego opcja, ale Krzyż przyjął. Uważa, że nie można odmawiać, ponieważ władza może w każdej chwili się zmienić, a Krzyż zostanie do końca życia. 

- Bronisław Komorowski to człowiek absolutnie nie z mojej bajki, ale ja biorę przykład z mojego dziadka. Otrzymał Wielkopolski Krzyż Powstańczy, odbierając go w 1958 roku. Też mógłby odmówić, bo podpisała to komunistyczna Rada Państwa, ale przyjął, bo to było dla niego ważne, to uhonorowanie. Dziadek Jan Wesołowski zmarł w 1966 roku, a więc nie mógł czekać na zmianę władzy. Ja też odbierając Krzyż Wolności i Solidarności nie wiedziałem kiedy dojdzie u nas do zmiany władzy - komentuje. 

Pytamy czego by oczekiwał od obecnych władz? 

- Tu już nie chodzi o pieniądze, ale o to, żeby nas wysłuchano. Tak, jak teraz słuchają powstańców warszawskich, gdzie 95 proc. z nich już nie żyje, tak nas powinni wcześniej posłuchać, bo lata lecą. Absolutnie nie chcę się porównywać do powstańców warszawskich, bo to były całkiem inne czasy i mieli dużo więcej do stracenia, ale u nas straty są również, chociaż inne, ale dolegliwe. Chciałbym opowiedzieć o swoim życiu. Zresztą nie tylko ja, ale i inne osoby, aby młodzi mieli jakiekolwiek pojęcie o tym, co wtedy się działo - wyjaśnia Kasprzak. - W 1953 roku jak słuchałem opowieści rodziców, to była dla mnie prehistoria. Przecież to było tylko 8 lat po zakończeniu wojny. Dlatego wcale nie dziwię się młodym ludziom, że nie mają pojęcia o stanie wojennym, no bo kto miał im to przekazać?

PAŃSTWO POMAGA, JAK MOŻE

Paweł Mikołajewski - burmistrz Białego Boru

Ktoś, kto walczył z rządem socjalistycznym, robił to po to, aby Polska była wolnym krajem. Niestety, po transformacji wiele środowisk sobie nie poradziło, ale wsparcie dla nich każdego roku rośnie. 2400 zł emerytury to w stosunku do innych ludzi, którzy mają przepracowanych wiele lat, nie jest wcale małą sumą. Najniższe renty i emerytury są dużo, dużo niższe. Oczywiście ile by nie było, zawsze będzie za mało, bo każdy oczekuje lepszej sytuacji życiowej. Wydaje się nam, że nasze państwo daje tyle, na ile nas stać, bo tak samo nie każdy oczekiwał ogromnych milionów, ale Kuwejtem nie jesteśmy. Uważam, że rząd wychodząc naprzeciw i zwiększając świadczenia, doskonale wie na ile można sobie pozwolić. Oczywiście zachodzi pytanie, czy robi to właściwie? Czy powinien na przykład wydać 2 miliardy na TVP, czy też na ludzi, którzy pomogli obalić poprzedni system? Z pewnością pan Mirek jest jedyną osobą na terenie naszej gminy, która ma specjalny dodatek do emerytury za działalność opozycyjną. 

ARTYKUŁ ARCHIWALNY. AKTUALNE NEWSY w Gazecie Miasteckiej z 6.10.

(M.W.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (4)

Twój NickTwój Nick

4 0

1700 zł emerytury no to sie gościu nieźle w życiu natyrał... a za co dostał te dodatkowe 3 stuwy na ręke do końca życia i skąd na to są piniondze? 12:20, 06.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

GośćGość

4 0

Źle było w komunie robotnikowi? to sobie zmienił byt na wolność, tylko zapomniał, że chlebka zabraknie. Gazetkę nosił i za to dodatek dostaje i płacze... 13:17, 06.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

goscgosc

4 0


Proces o wyłudzenia pożyczek w Miastku. Sąd czeka na opinię biegłego w sprawie stanu zdrowia oskarżonej Małgorzaty R.-W.Dzisiaj (6 października 2020 r.)
Sąd Rejonowy w Miastku ponownie odroczył rozprawę, w której Małgorzata R.-W z Miastka jest oskarżona o szereg wyłudzeń pożyczek gotówkowych. Powód? Trzeba poczekać na opinię biegłego dotyczącą stanu zdrowia oskarżonej, która może przesądzić, czy Małgorzata R.-W w ogóle może uczestniczyć w procesie. Taka opinia ma być gotowa za kilkanaście dni. Kolejny termin wyznaczono na grudzień 2020 r.
Przypomnijmy, że Małgorzata R.-W. została oskarżona przez Prokuraturę Okręgową w Słupsku o wyłudzenie oraz usiłowanie wyłudzenia łącznie 85 pożyczek gotówkowych na szkodę 38 swoich klientów. - W większości przypadków oskarżona fałszowała zaświadczenia o zatrudnieniu, podrabiała podpisy na umowach pożyczkowych lub wpisywała nierzetelne danych w formularzach kredytowych.
A BYŁA TAKA PRAWA I SPRAWIEDLIWA KAKTUSY ROZDAWAŁA BĘDĄC RADNĄ
Małgorzata R.-W. - według prokuratury - wyłudzała pożyczki w kwotach od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. - Łącznie łupem oskarżonej padło kilkaset tysięcy złotych.
Z ustaleń śledztwa wynika także, że Małgorzata R.-W. swoją przestępczą działalność prowadziła od lipca 2013 roku do stycznia 2017 roku, a jej ofiarami w sporej części padały osoby starsze lub nieporadne życiowo – mówił rzecznik prokuratury.
https://gp24.pl/
A kasę przytulać to mogła??????????????? bez opinii biegłego
CO ONA TERAZ ROBI ZE SWOIM MĘŻUSIEM ZAKŁADAJĄC ZRZUTKI NA PIESKI I KOTKI TAM TEŻ DUŻA KASA SIE PRZELEWA
17:33, 06.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

BBBB

0 0

Człowiek zamiast zacisnąć zęby w latach 90-tych i 2000 i brać życie za rogi to myślał, że doczeka się sprawiedliwości po sądach i tak życie przeleciało...... Mógł iść w politykę tam teraz wielu takich "kombatantów" żyje na poziomie.
Kolejny człowiek który zmarnował sobie życie ułudą, że za rok w *%#)!& ustawi sobie życie..... 09:39, 08.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA