Zamknij
REKLAMA

Rodzina Domaszk - PROBLEMY ludzi z wybudowania [WIDEO]

09:56, 05.07.2021 | M.W.
Skomentuj
REKLAMA

W czasach PRL pchnął ich tam los - w odludne miejsce w pobliżu miejscowości Grabowo w gminie Biały Bór, w lesie, niedaleko linii kolejowej Miastko - Szczecinek. Rodzina Domaszk przeprowadziła się tam z Bytowa, wiążąc na stałe swoje życie z gminą Biały Bór. Jak się później okazało, los w tamtym miejscu łatwy dla nich nie był. Przez lata nie mieli dostępu do czystej, bieżącej wody. W ubiegłym roku wywalczyli w końcu takie udogodnienie, ale to wciąż nie wszystko. Zajmują budynek komunalny. Rodzina rozrasta się i w tej chwili jeden z synów wraz z partnerką oraz dwojgiem dzieci muszą mieszkać w jednym pokoju. Oprócz tego jest wiele innych problemów, a w rozwiązaniu wszystkich stara się im pomóc stary przyjaciel i były radny z Grabowa, Mieczysław Grabowski. 

- Niestety od dawna było tak, że nasze władze nie pamiętały o ludziach, którzy mieszkali w takich komunalnych, oddalonych od Białego Boru, mieszkaniach. Przez lata był tam problem z szambem, bo ścieki wpływały wprost do lasu, ale udało się to unormować - mówi Mieczysław Grabowski. 

Sytuacja nie była dobra, bo przez lata szambo przedostawało się do wód podskórnych, a rodzina Domaszk wodę piła z pobliskiej studni. Łatwo sobie wyobrazić, że taka woda była dla nich wręcz zagrożeniem. 

- Rodzina Domaszk należy do tzw. normalnych rodzin. Radzą sobie, jak mogą. W domu jest czysto. Czasami jednak też oczekiwana byłaby pomoc ze strony gminy. Zachodzi tu pytanie, czy doprowadzenie czystej wody w XXI wieku do gospodarstwa domowego to sukces, czy porażka? - podkreśla Grabowski. 

Z jego opowieści wynika, że przez lata próbowano różnych rozwiązań. Próbowano wymieniać rury, wodę chlorować, aż w końcu pomógł montaż w studni specjalnego urządzenia, które oczyszcza wodę. 

- Teraz są szczęśliwi i nic dziwnego, bo przecież przez tyle lat pili zwykłą gnojówkę, bo to nie była woda - dodaje Grabowski.

Rodzina Domaszk skarżyła się na różnego rodzaju wysypki i inne dolegliwości, związane prawdopodobnie z fatalną jakością wody. 

To jednak nie wszystko, bo przez lata w złym stanie była również droga dojazdowa. Czasami nawet karetka nie mogła tam dotrzeć. 

- Mieszkanie w tym miejscu jest naprawdę uciążliwe. Dziwię się, że do drugiej połowy budynku w ostatnim czasie władze gminy wprowadziły jeszcze jedną rodzinę z Białego Boru, która potrzebuje bliskiego dostępu do lekarza czy do Ośrodka Pomocy Społecznej - dodaje Mieczysław Grabowski.

Precyzując, należy wyjaśnić, że Danuta Domaszk to wdowa, która na dole zajmuje lokal razem z synem i jego partnerką oraz dwójką dzieci. Na górze mieszka kolejny syn z rodziną, a w trzecim mieszkaniu na parterze, wspomniana rodzina sprowadzona po eksmisji z Białego Boru. 

- Tu potrzebne jest zapewnienie podstawowych rzeczy takich, jak dogodny dojazd, czysta woda, która już jest, ale do naprawy pozostaje jeszcze dziurawy dach, wykonany z płyt eternitowych. Jak teraz słyszę, że gmina naprawia dachy na domkach letniskowych nad jeziorem w ośrodku wypoczynkowym Biały Bór, to się zastanawiam co jest ważniejsze? - komentuje Grabowski. - Niestety, pisanie podań nic nie daje, bo skoro władza zwierzchnia określa kierunek wydawania pieniędzy, to nic nie można zrobić. Potrzebna jest zmiana myślenia na samej górze. 

33-letni Radosław Domaszk mieszka w jednym pokoju z partnerką i dziećmi. Mężczyzna nie ukrywa, że liczył na wolne niegdyś mieszkanie, położone obok, ale gmina dała je innym osobom. 

- Miejsca jak na 4 osoby jest naprawdę mało, a córka ma 12 lat i chciałaby mieć swój kąt. Ponadto mamy jeszcze 4-letniego syna i wszyscy musimy mieścić się w tym jednym pokoju - narzeka Radosław Domaszk. 

Zanim gmina sprowadziła kolejną rodzinę do położonego obok mieszkania, Radosław Domaszk zajmował je razem z partnerką i dziećmi. Z konieczności musiał przenieść się do pojedynczego pokoju. Wstawili tam piętrowe łóżko. Pod nim znajduje się biurko dla córki. 

- Tu już nie chodzi tylko o ilość miejsca, ale i na przykład o remont dachu, który już dawno miał być zrobiony, ale ciągle nic się w tym zakresie nie dzieje - narzeka Domaszk. - Mogę ich pochwalić za to, że problemy z wodą zostały załatwione. Pozostał jeszcze ten nieszczęsny dach i jeszcze jakieś ocieplenie od zewnątrz. Co do dachu, wystarczyłyby tak naprawdę tylko materiały, bo pracuję jako budowlaniec i jeśli chodzi o robociznę, sam bym sobie z tym poradził. 

Deklaruje on, że ciągle pisze do gminy podania, aby sprawę załatwić, w przeciwieństwie do nowych sąsiadów, którzy podobno się tym nie interesują. Najwidoczniej dla nich dobrze jest, jak jest. 

- Myśleliśmy o wynajęciu własnego mieszkania, ale w Białym Borze niczego takiego nie ma, a do Miastka czy dalej nie pójdę, bo dzieci są przywiązane do swojej szkoły - tłumaczy Radosław Domaszk.

Podkreśla on, że poza tym sam włożył wiele pracy w bieżące remonty na terenie budynku. Wszystkie ściany są przez niego odnowione. Gmina sfinansowała wymianę okien, ale tylko w połowie. Trzeba też podkreślić, że rodzina Domaszk nie ma problemów z płaceniem czynszu. Wszystko regulowane jest na bieżąco. 

Partnerka Rafała Domaszka, Marta Chamier-Gliszczyńska, przeprowadziła się tu wraz z nim ze wsi Płotowo pod Bytowem. Wcześniej przez kilka lat mieszkali na stancji w Bytowie, ale postanowili przeprowadzić się do rodzinnego domu Rafała Domaszka. Przede wszystkim potrzebna była pomoc mamie, która po śmierci ojca zostałaby sama. 

- Mieszkamy tu już około 8 lat, odkąd zmarł teść świętej pamięci. W Bytowie mieszkaliśmy w jednym pokoju i też było ciężko. Imałam się wówczas dorywczej pracy, roznosiłam ulotki, ale to ciągle było za mało - mówi Chamier-Gliszczyńska. - Przeprowadziliśmy się tu licząc, że gmina przyzna nam wolne, znajdujące się obok mieszkanie, ale wprowadzili tam innych ludzi, a my zostaliśmy w tym jednym pokoju. Ciężko się tak żyje, bo miejsca jest mało, ale jednocześnie teściową musimy się opiekować. 

Podkreśla ona, że córka nie ma warunków do nauki, a jej młodszy brat po prostu jej przeszkadza. 

- Przydałoby się chociaż mieszkanie 2-pokojowe albo 3-pokojowe, żeby córka miała spokój. Córka dojrzewa i chciałaby mieć trochę intymności i swój własny kąt, a nie mieszkać w jednym pomieszczeniu razem z rodzicami - zaznacza Marta Chamier-Gliszczyńska. 

Starania o polepszenie ich bytu podjął Mieczysław Grabowski. Mieszkaniec Grabowa regularnie ich odwiedza. Zadanie na najbliższe lata to wymiana dachu i dodatkowe mieszkanie dla Radosława Domaszka i jego rodziny. 

- Namawiałem kiedyś gminę, gdy dysponowała dużymi pieniędzmi z fotoradarów, do zakupu jednej nieruchomości w Białym Borze, gdzie można by utworzyć mieszkania komunalne. Niestety, nie posłuchano mnie, a tego typu mieszkań brakuje - komentuje Grabowski. - Moim zdaniem błędem jest, że mieszkanie komunalne jest w lesie, bo tacy ludzie powinni mieć szybki dostęp do lekarza, do gminy i do szkoły. Ten budynek powinien być sprzedany, bo nie spełnia się w roli budynku komunalnego. 

Danuta Domaszk wspomina, że lata temu przeprowadziła się tam razem z mężem z Bytowa. Oczywiście poszli za pracą. Jej mąż pracował w lasach, a później mieszkanie to stało się mieszkaniem komunalnym. Przybyli tu 31 lat temu i mieszkają do dziś. 

- W domu było nas dziesięcioro. Zaszłam w ciążę, więc szukaliśmy własnego mieszkania. Mąż pracował w lasach. Dostaliśmy to mieszkanie od Nadleśnictwa - wspomina Danuta Domaszk. 

W latach młodości jeszcze dobrze się im mieszkało, ale z czasem było coraz gorzej. Jak zmarł mąż, bez pomocy dzieci nie poradziłaby sobie. 

- To jest porażka, jeśli chodzi o ich warunki życia. Ludzie chcą na Marsa lecieć, a tutaj jest problem z dziurawym dachem i do niedawna był problem z wodą - podkreśla Grabowski. - Mają pieniądze na wymianę dachów na domkach letniskowych w ośrodku wypoczynkowym Biały Bór, to i powinny znaleźć się pieniądze na nowy dach dla rodziny Domaszk.

Burmistrz Paweł Mikołajewski zapewnia, że zna sytuację rodziny Domaszk, ale w gminie jest tyle różnych potrzeb, że ciężko znaleźć pieniądze na spełnienie wszystkich oczekiwań jednocześnie. 

- Zrobiliśmy tej rodzinie urządzenie do oczyszczania wody za "grube" pieniądze. To jednak nie wszystko, bo wykonywaliśmy w tamtej nieruchomości też inne inwestycje. Jeśli Mieczysław Grabowski zostanie burmistrzem, będzie ustalał kolejność realizowanych w gminie zadań, bo można tak w kółko się bawić mówiąc, że to ta a ta inwestycja ma być wykonana w pierwszej kolejności - komentuje burmistrz Mikołajewski. - Ulokowanie rodziny Domaszków w budynku komunalnym, to nie był szczęśliwy pomysł, jednak gmina wiele lat temu przejęła zamieszkałą przez nich nieruchomość od Lasów Państwowych.

Burmistrz deklaruje, że gdyby była taka wola po stronie rodziny, to z chęcią gmina sprzedałaby jej komunalne mieszkanie na własność. 

- Gdyby wpłynął taki wniosek, zostałby zaakceptowany, bo tam jest wiele problemów, w tym również droga, która nie należy do nas, tylko do PKP. Nie powinniśmy jej nawet remontować, ale robimy to, bo PKP nie przykłada się do tego obowiązku, a jednocześnie nie możemy tej drogi przejąć, ponieważ znajduje się ona w pasie linii kolejowej - tłumaczy Mikołajewski. 

Deklaruje on, że położone na parterze mieszkanie musiał przekazać dla potrzebującej rodziny. Objęta była ona wyrokiem eksmisyjnym i gmina zobowiązana była do zapewnienia jej alternatywnego lokum. 

- Gdyby rodzina Domaszk chciała kupić zajmowany lokal, to z chęcią bym jej go sprzedał. Dotychczas było tak, że ciągle wydajemy pieniądze na ten budynek i końca nie widać - dodaje burmistrz Mikołajewski. - W tym roku będziemy robić dachy w innych budynkach, które się dosłownie walą. Musimy wybierać ważniejsze w danym okresie czasu inwestycje. 

Jeśli chodzi o Grabowo, w najbliższym czasie inna rodzina ma otrzymać pomoc. Chodzi o mieszkańców wybudowania, znajdującego się za Grabowem, w kierunku Koczały. Kiedyś miał być tam podłączony wodociąg, ale wówczas współwłaściciel nieruchomości po prostu wygonił ekipę budującą przyłącze. Gdy zmarł, wdowa zwróciła się ponownie o pomoc i teraz zbudowana będzie tam studnia głębinowa. Środki w budżecie już zostały zabezpieczone. 

- Zostali z poważnym problemem, tj. bez wody i z wysychającymi studniami, więc musiałem znaleźć jakieś rozwiązanie - podkreśla burmistrz.

Rodzina Domaszk została z przeciekającym dachem, ale oni jeszcze muszą poczekać. 

ARTYKUŁ ARCHIWALNY - AKTUALNE INFORMACJE w papierowej Gazecie Miasteckiej.

 

(M.W.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (3)

Nie mogę patrzecNie mogę patrzec

5 0

Chłop 34 lata ,normalna rodzina i tylko płacz bo gmina mi nie dała kur** weź kredyt na 30 lat jak normalna rodzina i do roboty. Wystarczy spłacać jak większość ludzi i żyć w normalnych warunkach a nie płakać ze woda nie taka, bo gmina mi nie dała, dachu mi gmina nie chce naprawić. Jak czytam taki coś to aż mnie krew zalewa! Normalny człowiek wie że nic nie ma za darmo i na wszystko trzeba zapracować. Ale chyba problem leży w lenistwie ,bo na brak pracy narzekać nie można,a jak się pracuje to można wziąć kredyt. Tylko po co jak MI SIĘ NALEŻY!
10:15, 05.07.2021

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

diverdiver

1 0

podzielam panskie zdanie.koniec z rozdawnictwem.brac sie za robote a nie liczyc na gmine 11:14, 05.07.2021


AlaAla

3 0

Tylko daj, daj. Normalnemu człowiekowi nic się nie należy. A tacy w mieszkaniach komunalnych pójdą, popłaczą i chcą mieć wszystko. Dlaczego kredytu nie wezmą? Albo tak jak burmistrz mówi, nie wykupią mieszkania? A no dlatego ze będą musieli sami wszystko robić a tak zawsze można coś od Gminy wyżebrać. Nie rozumiem takich rodzin. 10:59, 05.07.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%