Zamknij
REKLAMA

WOJNA nad spokojnym jeziorem Dymno. Wędkarze stracili pomost

17:43, 03.09.2021 | M.W.
Skomentuj
REKLAMA

Mógłby być dobrym sąsiadem, ale budzi ogromne kontrowersje. Przedsiębiorca z powiatu słupskiego jest właścicielem ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem Dymno w gminie Koczała i jednocześnie osobą niemile widzianą w tej okolicy. Wszedł w konflikty nie tylko z władzami gminy, ale i z właścicielem sąsiedniego ośrodka - swoim byłym wspólnikiem oraz z przebywającymi nad jeziorem Dymno turystami. Ostatnio wszedł nawet w drogę wędkarzom. Nie podobało mu się, że poruszają się koło jego ośrodka wzdłuż brzegu, więc podobno zlecił pocięcie pomostu. Jakby tego było mało, postawił kontenerowe domki nad brzegiem jeziora Dymno bez jakichkolwiek pozwoleń.

Ta ostatnia sprawa jest aktualnie rozpatrywana w Powiatowym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego. Najprawdopodobniej, aby uniknąć konsekwencji związanych z postawieniem samowoli budowlanych, przedsiębiorca ze Słupska do zwykłych domków letniskowych podokręcał koła. Takie obiekty jednak daleko by nie ujechały, bo... brakuje im osi. 

- Bardzo nie podoba mi się to, co ten pan robi, a jestem tu tylko turystą. Była już sprawa nielegalnej wycinki drzew i postawienia domków bez pozwolenia, a teraz ten pan biznesmen przegonił wędkarza z pomostu i zlecił pocięcie tegoż pomostu z użyciem piły motorowej. Nic nie mogliśmy zrobić - relacjonuje turysta. - Ten człowiek jest nie do życia i jeśli nie ma na niego paragrafu, to powinien być przynajmniej przez media napiętnowany. 

Przebywał na miejscu i jako świadek zeznaje, że bezpośrednio na miejsce przyjechał syn przedsiębiorcy, a pomost został pocięty przez wynajętych pracowników. Przebywający akurat w tym momencie na pomoście wędkarz podobno początkowo protestował, ale jak piła przecinała kolejne deski od strony brzegu, musiał ewakuować się z pomostu. 

Żeby lepiej nakreślić sprawę, należy zaznaczyć, że wcześniej biznesmen spod Słupska wraz z dwoma kolegami byli współwłaścicielami jednego ośrodka wypoczynkowego nad jeziorem Dymno. Jeden z tych trzech kolegów został przez niego wykupiony, a później rozszedł się z drugim kolegą. Jeszcze, gdy współpracowali razem w ramach jednego ośrodka, zbudowali pomost, który został teraz pocięty. Wspomniany kolega to Zbigniew Wal, który do dziś prowadzi Ośrodek Wypoczynkowy "Bolko", zajmujący 1/3 powierzchni dawnego, większego ośrodka. Jego były wspólnik zajął 2/3 tej powierzchni i w ubiegłym roku zaczął stawiać drewniane domki, wycinając przy tym drzewa. Turyści alarmowali wówczas, że drzewa wycina bez pozwolenia, a domki są nielegalne. Jak się okazało, przedsiębiorca uzyskał pozwolenie na wycinkę drzew od wójta gminy Koczała. Zrobił w ten sposób miejsce na postawienie kontenerowych domków, które z kolei okazały się nielegalne. Postępowanie w tej sprawie jest teraz w toku u powiatowego inspektora nadzoru budowlanego w Człuchowie. 

- Rozmawiałem ze świadkami tego zdarzenia, gdy cięto pomost. Właściciel ośrodka od jakiegoś czasu przeganiał ludzi, chociaż 10 m. od linii wody to według lokalnego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego strefa dostępna dla wszystkich. On tego nie respektuje, bo jemu bardzo nie podoba się, gdy ludzie poruszają się w pobliżu jego ośrodka. Najchętniej postawiłby płot do samej wody. Pomost pociął, aby nie przesiadywali na nim wędkarze - zeznaje turysta, wypoczywający w Ośrodku "Bolko". - Sam na ten pomost chodziłem, a on ciągle miał do mnie o to pretensje. Nie pozwalał nawet, aby ktoś na chwilę zatrzymał się przy brzegu jeziora, tak jakby to była jego własność. 

Nasz rozmówca nad jezioro Dymno jeździ od 5 lat. Jest stałym klientem Ośrodka Wypoczynkowego "Bolko". Mówi, że to właśnie przez wybryki właściciela sąsiedniego ośrodka nad Dymnem robi się nieprzyjemnie. 

- On jest bezczelny, strasznie arogancki i najwidoczniej przepisy prawa są wg niego po to, aby je omijać. Świadczy o tym fakt, że po wizycie komisji, która badała legalność stojących tam domków, przykręcił do nich koła. To czysta prowizorka, bo to przecież zwykłe domki kontenerowe, a nie przyczepy kempingowe. Te poprzykręcane przez niego koła, to tylko atrapa - alarmuje turysta. - On igra ze wszystkimi sąsiadami, z wójtem, z nadzorem budowlanym i głośno mówił, że nie ma zamiaru tych domków rozbierać. Przecież gdyby zachowywał się inaczej i pokojowo żył ze wszystkimi, to łatwiej byłoby mu załatwić pewne sprawy. Niestety on na siłę szuka sobie wrogów.

Zauważa, że z powodu licznych konfliktów domki, w które zainwestował biznesmen, jeszcze nie są oddane do użytku. Nie ma w nich nawet energii elektrycznej i podłączenia do kanalizacji. 

- W momencie, gdy postanowił domontować do nich koła, podnosili je i wiem, że w środku zostały uszkodzone. Ściany popękały i teraz to musi naprawiać. Kanalizacji dalej nie ma, prądu też nie ma i kto wie czy ktoś mu instalacje podłączy, skoro jest to samowola budowlana? Ciekawe czy ktokolwiek mu to zalegalizuje? - komentuje turysta. 

Taki przebieg wydarzeń potwierdza były wspólnik słupskiego biznesmena, Zbigniew Wal, prowadzący Ośrodek Wypoczynkowy "Bolko". Zeznaje on, że jego dawny kolega kiedyś podobno tak się nie zachowywał. Podejrzewa, że wpływ na zmianę jego postępowania na mocno negatywne, może mieć fakt, że jego firma mocno się rozrosła i być może pieniądze "uderzyły mu do głowy"?

- Pomost stawialiśmy w momencie, gdy jeszcze funkcjonowaliśmy jako jeden ośrodek. Został on postawiony legalnie - podkreśla Zbigniew Wal. - Za jego aprobatą, zarządzałem całym tym ośrodkiem, a on skupił się na swoim interesie. Dał mi "wolną rękę", a ja mu tylko po sezonie pieniądze wypłacałem. Współpraca układała nam się bardzo dobrze do czasu aż postanowił pójść "na swoje". Wziął 2/3 powierzchni ośrodka, które do niego należało i zaczął od tego, że zabetonował mi kanalizację. 

Wcześniej kazał usunąć wszystkie stare domki. Zbigniew Wał miał zrobić miejsce na nowe domki, które zamierzał postawić jego dawny wspólnik. 

- Nie byłem bezpośrednim świadkiem rozbiórki pomostu, bo gdybym był na miejscu, nie pozwoliłbym na to - zaznacza Zbigniew Wal. - Zadzwoniłem do niego i zwróciłem mu na to uwagę, a on tylko krótko stwierdził, że mam się nie wtrącać i się rozłączył. 

Jedna z turystek także potwierdza dziwne zachowania właściciela pobliskiego ośrodka. 

- Siedziałam sobie na krześle nad brzegiem jeziora, a on podjechał i krzyczał, że mam stamtąd się usunąć, bo siedzę naprzeciwko jego działki - zeznaje kobieta. - Moim zdaniem on zachowuje się irracjonalnie. Jest dziwny i dziwię się, że jest w stanie tak dużą firmę prowadzić. 

Z relacji turystki wynika również, że kiedyś zrobił awanturę, gdy turyści rozbili namiot nad brzegiem jeziora Dymno, w obszarze pasa wyłączonego do publicznego użytkowania. 

- Ja nie rozumiem jego postępowania, bo to nie była nawet jego własność. Pomost znajdował się w wodzie - zauważa Zbigniew Wal. 

Jego klient, turysta, dodaje od siebie, że deski zabrane z pociętego pomostu znajdują się na działce słupskiego biznesmena, więc możnaby go nawet oskarżyć o kradzież desek. Turyści i właściciel Ośrodka Wypoczynkowego "Bolko" liczą na to, że Urząd Gminy Koczała wyciągnie wobec niesfornego przedsiębiorcy konsekwencje. Po rozmowie z zastępcą wójta, Joanną Myszką, wygląda na to, że tak się jednak nie stanie. 

- Wspomniany pomost nie należał do gminy i nie znajdował się również na naszym gruncie. Faktem jest, że według miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego mowa jest o 10-metrowym pasie publicznie dostępnym nad jeziorem - do przechodzenia i na plażowanie. Ten teren nadal jest jednak własnością właściciela ośrodka - tłumaczy Joanna Myszka. 

Przyznaje ona, że - zgodnie z ogólnopolskim prawem - zazwyczaj na przejście wokół jeziora należy pozostawić pas o szerokości 150 cm, ale Koczała poszła dalej i szerokość tego pasa jest większa, jako udogodnienie dla turystów i wędkarzy. Z takiego pasa, przeznaczonego do przechodzenia, nikt nikogo nie może wygonić. 

- Kwestia pomostu pozostaje między właścicielami działek i osobą, która go wybudowała. Na pewno właściciel pomostu może decydować kto na niego wchodzi i kto z niego korzysta, ale wcześniej musi też uzyskać zezwolenie na jego zbudowanie. Te kwestie panowie muszą między sobą rozstrzygnąć - doradza Myszka. 

Próbowaliśmy porozmawiać z właścicielem ośrodka, na którego terenie leżą elementy z pociętego pomostu. Niestety, nie był zbyt rozmowny.

- To są głupoty! - wykrzyczał, rozłączył się i już ponownie nie odbierał telefonu. 

Do tematu wrócimy. 

ARTYKUŁ ARCHIWALNY - AKTUALNE INFORMACJE w papierowej Gazecie Miasteckiej.

(M.W.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (5)

EWAEWA

2 1

Czy przypadkiem ten alkoholik z Koczały nie ma pieska... Może kolejna zrzuta? 19:01, 03.09.2021

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

JaJa

1 1

Co tam miauczysz ? 11:57, 04.09.2021


szeeechter innyszeeechter inny

4 0

Tak to jest na wsiach, policja milczy- bo niet zgłoszenia, Urząd milczy albo umywa ręce bo bezmeensen sie łobrozi a i tak miernota robi co chce.....
jeżeli nie respektuje prawa to w kajdany i do ciurmy i po sprawie z prostakiem, a już o pomstę woła sprawa dokręcenia kółek do kontenerów i wycinka drzew..... blamaż władz w Koczale sięga zenitu a wędkarze to jakieś strachliwe są. Rada... trza wiać do Przechlewa tam przynajmniej wieś kwitnie a urząd wie co robić i to robi ot co! 12:16, 06.09.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

3 0

HAHHAHA CO ZA BURAKI 12:04, 07.09.2021

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

jaja

0 0

Chyba burak :) 14:04, 08.09.2021


REKLAMA
0%